poniedziałek, 3 grudnia 2007

Fryzjerskie gry

Dziś chciałem opisać swoją wizytę u fryzjera oraz wnioski, które z niej wyciągnąłem.


Zapragnąłem odwiedzić fryzjera. Na głowie włosy w strasznym nieładzie, a przecież na codzień przebywam wsród kulturalnych ludzi. Czas o siebie zadbać.


Po pracy, wracając do domu, wstąpiłem do mojego zakładu fryzjerskiego i umówiłem się na 19 na strzyżenie. Kiedy dochodziła umówiona godzina umyłem zeby (żeby nie razić nieswieżym oddechem) i poszedłem sie ostrzyc.


W trakcie strzyżenia uciąłem sobie pogawędkę z golibrodą: rozmawialiśmy o pracy, o nauce oraz o tym co to znaczy mieć fach w ręku.


Mój cyrulik okazał się być uważnym słuchaczem. Delikatnie spytał mnie jak mi idzie w pracy. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że dobrze i prawdopodobnie zostanie mi zaproponowane przedłużenie umowy. I to był błąd...


Na koniec strzyżenia dowiedziałem się, że mam zapłacić o 5 zł więcej niż przed dwoma miesiącami - zamiast 35 to 40 zł. Choć mogłem zaprotestować to jednak nie zrobiłem tego. Bez słowa zapłaciłem i wyszedłem z zakładu.


Nie ma wątpliwości: mój fryzjer zrobił mnie na szaro. Widziałem w jego oczach jak się cieszył, że okazał sie sprytniejszy. Ech.... 1:0 dla golibrody.


Ale mecz nadal trwa. Za miesiąc znów będe musiał się ostrzyc. jednak tym razem sie przygotuję. Mój plan jest co następuje:

  1. Na dzień przed strzyżeniem poprosze Mamę, żeby zadzwoniła do fryzjera i spytała ile kosztuje najprostrze strzyżenie dla mężczyzny.
  2. Jeśli fryzjer odpowie, że 35 wtedy Mama mnie umówi na wizytę z podaniem mojego nazwiska.
  3. Jeśli cyrulik powie, że 40 to Mama nie będzie mnie umawiać i pójdę się ostrzyc mając w świadomości, że własnie tyle teraz kosztuje strzyżenie.

Morał z tej historii jest prosty: nie należy się przechwalać sukcesami w pracy przed ludźmi, którzy wykonują dla nas różne usługi. Sukces najczęściej przekłada sie na pieniądze i każdy ma ochotę od razu nas (tych z sukcesami) doić. Buźka i nie dawajcie się. Pozdrawiam

środa, 21 listopada 2007

Stosunki ze współpracownikami

Hej.

Ten post będzie o tym dlaczego nie opłaca się byc agresywnym w pracy.

Agresja prowadzi do braku zrozumienia. Może też prowadzić do rękoczynów, ale piszę tu o przypadku gdy w konflikcie nie doszło do nich. Tak więc brak zrozumienia wynika z wzajemnej niechęci uczestników konfliktu - nie znają oni przyczyn agresywnego zachowania swoich przeciwników w konflikcie. Co więcej nie potrafią dostrzec pozytywnych zachowań u swoich przeciwników. Wszystko przesłaniają im złe wspomnienia pochodzące z konfliktowej sytuacji.

Nierozwiązane konflikty gromadzą się w ludziach. Jeśli uczestnicy konfliktu nie wyjaśnią sobie swojego zachowania, to pozostają z niewypowiedzianym pytaniem: "Dlaczego byłeś wobec mnie taki nieprzyjemny?".

Ofiarom konfliktu będzie przykro, a potem mogą się sfrustrować.
Sprawcy nieporozumień również są ofiarami - w tym sensie, że ich też dopadnie frustracja, gdy ludzie, wobec których byli nieprzyjemni, odwrócą się od nich. Nie wiem co może pomóc tym ludziom - chyba tylko rozmowa z ofiarami, wyjaśnienie i przeproszenie za swoje zachowanie.

Sądzę, że jest nadzieja na poprawę stosunków pomiędzy uczestnikami konfliktów. Można to osiągnąć poprawnym zachowaniem. Może nawet nie trzeba przepraszać. Tylko od pewnego momentu zacząć się zachowywać fair.

czwartek, 15 listopada 2007

Jak to jest być tAsterem?

Hej, w poniższym poście postaram się odpowiedzieć jak to jest być tAsterem.


TAster ma bardzo dobre warunki pracy. Wymienię teraz materialne dobra, które wpływają na ilość przyjemności, którą czerpie się z pracy:

  1. Przestronne biuro.
  2. Mały social room, w którym można zrobić sobie kawę.
  3. "Szybki" sprzęt do pracy - (ocenzurowano).
  4. Duży, ciekłokrystaliczny monitor.
  5. System operacyjny - (ocenzurowano).
  6. Telefon na biurku.

Ważne sa również niematerialne dobra:

  1. Koleżanki i koledzy z pracy.
  2. Pan Kanapka czyli catering.
  3. Recepcjonistka
  4. Szef