jej spojrzenia, jej wyrazu twarzy, który nie ma nic wspólnego z ludzkim. Każdy jej dotyk zabija we mnie chęć bycia samodzielnym i odpowiedzialnym za swoje życie. Odbiera mi chęć do zabawy, do cieszenia się z tego kim jestem.
Każdy jej dotyk to jak przywołanie do wieku niemowlęctwa, kompletnego braku możliwości działania.
Czasem myślę, ze moja matka chce, abym całe życie jej małym synkiem. Nie pozwolę jej na to.
Moja matka jest jak rozżarzony węgiel: parzy kiedy się go trzyma w rece. Jedyne wyjście to odrzucić go od siebie.
Czasem myślę, ze nie ma większego tchórza niż moja matka, który tak się boi odpowiedzialności i samodzielnego zycia. Rzygać się chce.